W górach serca biją spokojniej – o miłości, która dojrzewa w codzienności

Patrzę przez okno. Przed nami rozciąga się spokojny, majestatyczny krajobraz – morze gór, błękitne niebo, cisza, która koi. W dłoniach ciepła kawa i sok pomarańczowy. Symbolicznie – on i ja. Inni, a jednak razem. Po długim czasie znowu jesteśmy tylko we dwoje.

To nie był łatwy czas. Życie z dzieckiem z niepełnosprawnością uczy pokory, ale też wystawia związek na próbę. Byliśmy razem, ale często mijaliśmy się w biegu – między rehabilitacją, szpitalami,  szkołą , codziennymi obowiązkami. Każde z nas zmagało się z własnym cierpieniem, lękiem, poczuciem bezradności. Trudno wtedy pamiętać, że obok jest ktoś, kto też cierpi – tylko inaczej.

Zbyt długo byliśmy dzielni. Silni dla innych. A w środku tęskniliśmy – za bliskością, za spojrzeniem bez zmęczenia, za wspólnym śmiechem, który nie był wymuszony. Przez te lata byliśmy przede wszystkim rodzicami. A przecież kiedyś byliśmy też zakochani. Ciekawi siebie. Zafascynowani swoją obecnością. Gdzieś to znikło w chaosie codzienności. Ale nie zgasło. Tliło się cicho, czekało.

Ten wyjazd to nie luksus. To konieczność. To próba odnalezienia się na nowo – nie w hałasie życia, ale w ciszy serc. Góry mają w sobie coś, co leczy. Może to ta przestrzeń, może oddech, może zmiana perspektywy. A może to po prostu fakt, że jesteśmy tu razem – bez pośpiechu, bez zadań do odhaczenia. Po prostu my razem bez trosk, zmartwień wykorzystując każdą wolną chwile tylko dla siebie.

W takiej codzienności, jaką mamy – gdzie każda godzina jest zaplanowana, a każdy dzień niesie wyzwania – łatwo się zgubić. Łatwo przestać widzieć partnera, skupić się tylko na przetrwaniu. Ale jeśli zapomnimy o sobie nawzajem, zaczniemy się oddalać. A wtedy dziecko traci nie tylko jedno wsparcie, ale dwoje rodziców, którzy już nie są razem – nawet jeśli mieszkają pod jednym dachem.

Dlatego dziś piszę to z całego serca – nie zapominajcie o sobie nawzajem. Miłość nie dzieje się sama. Miłość trzeba pielęgnować, czasem nawet odbudowywać. To nie są wielkie gesty. To drobne momenty: poranna kawa, spacer we dwoje, spojrzenie mówiące „jestem z Tobą”.

Nie jesteśmy tacy sami jak kiedyś. Jesteśmy może bardziej zmęczeni, ale też głębsi, prawdziwsi. Nasza relacja dojrzewała w trudzie. I przez to jest jeszcze cenniejsza. Bo nie chodzi o perfekcję. Chodzi o obecność.

Gdy dbamy o siebie nawzajem, ładujemy nasze wewnętrzne baterie. Gdy jesteśmy blisko, jesteśmy silniejsi – nie tylko dla siebie, ale i dla naszych dzieci. Nasza relacja to dla nich bezpieczny grunt. A dla nas – miejsce, gdzie możemy być po prostu sobą.

Nie odkładajcie siebie na później. Bo kiedy pielęgnujemy to, co nas łączy, życie – nawet w swojej trudnej odsłonie – staje się lżejsze. A miłość? Ona nie znika. Czasem wystarczy chwila ciszy, by znów ją usłyszeć.

2 Komentarze

  • Dziękuje za ten piękny i osobisty tekst ❤️ Bardzo się wzruszyłam ponieważ uświadomiłam sobie ,że tak naprawdę ostatni raz razem na wyjeździe tylko we dwoje byliśmy przed diagnozą synka .

    • Dziękuję Ci za te szczere słowa… To niesamowite, jak wiele gubimy w codziennych wyznaniach. Zawsze jest dobry moment, by zatroszczyć się o Was dwoje na nowo.

Dodaj komentarz