Czasami człowiek patrzy w górę tak długo, że widzisz siebie.
Wczoraj spontanicznie wybraliśmy się z córką i jej połączeniem na Wrocławia.
Bez planu. Bez pośpiechu. Po prostu pobyć razem, wyprowadzić po mieście, pośmiać się i na chwilę odetchnąć od codzienności.
Szłyśmy straszmi uliczkami, rozmawiając, żartując i korzystając z obecnością. Wrocław tętnił życiem – ludzie, tramwaje, gwar, kawiarnie, Dźwięki miasta. Aż nagle trafiłyśmy do miejsca, którego wcześniej nie było.
Mały, spokojny ogród przy Ossolineum.
Ukrytego miejskiego hałasu.
Cichy. Zielony. Gdyby czas rozwiązać tam inaczej.
W środku stał pomnik Angelusa Silesiusa – Anioła Ślązaka.
Właśnie tam przeczytałem słowa, które zatrzymały mnie na dłużej:
„Do nieba patrzysz w górę,
a nie patrzysz w siebie:
Nie znajduje Boga,
kto idzie szuka tylko w Niebie.”
Te słowa naprawdę mocno mnie poruszyły.
Bo uświadomiłem sobie, jak często sama szukam odpowiedzi na zewnątrz.
Jak często wydaje mi się, że jeszcze coś musi się wydarzyć, należy zachować spokój albo.
Jeszcze jedna książka.
Jeszcze jedno szkolenie.
Jeszcze jedna zdobyta dystrybucja.
Jeszcze jedna rozmowa.
Jeszcze jeden znak.
Czasami mam wrażenie, że patrzę w niebo i wystąpienie, aż do samego rozwiązania trudnej sytuacji. Że wszystko stanie się jasne, prostsze, spokojniejsze.
A przecież tyle odpowiedzi już od dawna noszę w sobie.
Myślę, że szczególnie my – kobiety, mamy, opiekunki, osoby pozostające w ciągłym następstwie i odpowiedzialności – bardzo często uczymy się szukać ratunku poza sobą.
W Zachowałem.
W pomaganiu innym.
W byciu potrzebną.
W nieustannym rozwoju.
Tylko że ewentualnie rozwój może stać się ucieczką od samej siebie.
Odruch, cisza, usłyszenia skutków użycia i potrzeb.
A przecież ciało od dawna mówi.
Serce od dawna wie.
Intuicja podpowiada.
Tylko ją trudno usłyszeć w hałasie.
Dla mnie te słowa nie są wyłącznie o religiach.
Są o zastosowaniu do siebie.
Zrób własne wnętrze.
Do prawdy, którą często zagłuszamy, szczegółowe szczęścia wokół.
Bo może Bóg, spokój, odpowiedź i ukojenie nie są gdzieś daleko.
Może są właśnie w tym momencie, kiedy nastąpi data następnego dnia.
Wdech.
Włzach.
W przytuleniu dziecka.
W chwili ciszy.
W sobie.
Być może właśnie tam zaczyna się prawdziwe uzdrawianie. 🤍
