Czasami dorosłość nie wygląda tak, jak sobie to wyobrażaliśmy.
Nie ma w niej pewności siebie, spokoju i świadomości, że „już wiem, jak żyć”.
Czasami jest ciężar. Łęk. Przeciążenie.
To dziwne, że w środku nadal siedzi mała dziewczynka, która bardzo chce być zauważona i kochana.
Dwie części w nas
Ostatnio coraz częściej myślę o tym, że w wielu sytuacjach jest to tylko nasza dorosła część.
Bardzo często odzywa się też ta dziecięca.
Ta, która kiedyś usłyszała:
„Nie przesadzaj.”
„Inni gorzej.”
„Musisz być grzecznym.”
„Nie płacz.”
„Dasz sobie radę.”
Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem, matką, żoną, specjalistką — te doświadczenie nadal w nas istnieje.
Czasem zupełnie nieświadomie.
„Jakby nikt mnie nie zniszczył…”
Pamiętam momenty ze swojego życia, kiedy się dokładnie tak.
Mimo że wokół byli ludzie. Mimo że zrobiłem dużo dla innych. Mimo że starałam się być „wystarczającą”.
To nie było racjonalne poczucie samotności.
To było coś, co skazo.
Jakaś część mnie zawsze pytała:
„Czy ktoś w całości widzi, jak bardzo się sprawdza?”
Myślę, że wiele kobiet — szczególnie mam dzieci z niepełnosprawnościami — w sobie ciężar amerykański.
Bo kiedy latasz tą, która została założona, kontroluj, że jest to możliwe, walczy o bezpieczeństwo, czuwa po nocach, dźwiga codzienność…
bardzo łatwo zgubić identyfikator siebie.
Dziecięca część boi się odrzucona
Czasem wystarczy ozdoby.
Ktoś nie odpisze na wiadomość.
Ktoś nas nie zaprosi.
Ktoś zareaguje chłodno.
I nagle w środku pojawia się ogromny ból — dużo większy niż sama sytuacja.
Dlaczego?
Bo często nie reaguje tylko teraźniejszość.
Odzywa się pamięć emocjonalna.
Ta część, która kiedyś czuła się nieważna. Pomijana. Niewysłuchana.
Nasz układ nerwowy nie zawsze odróżnia „teraz” od „kiedyś”.
Dlatego czasem dorosła kobieta reaguje emocjonalnie jak przestraszone dziecko.
I to nie oznacza słabości.
To oznacza, że w środku nadal jest jakaś historia, która potrzebuje czułości.
Dorosła część nie ma być idealna
Długo myślałam, że rozwój polega na tym, żeby już nigdy się nie bać.
Nigdy nie czuć lęku.
Nigdy się nie rozsypywać.
Dziś widzę to inaczej.
Dorosłość nie polega na braku emocji.
Polega na tym, że potrafimy usiąść obok siebie z większą łagodnością.
Powiedzieć do siebie:
„Widzę, że Ci trudno.”
„Masz prawo być zmęczona.”
„Nie musisz wszystkiego dźwigać sama.”
To coś zupełnie innego niż ciągłe wymaganie od siebie siły.
„Muszę być silna”
Ile kobiet żyje w takim napięciu każdego dnia?
Zwłaszcza mamy.
Zwłaszcza opiekunki.
Bo przecież:
dziecko potrzebuje,
dom potrzebuje,
świat potrzebuje.
A one same uczą się funkcjonować na resztkach energii.
Tylko że ciało prędzej czy później zaczyna mówić.
Bezsennością.
Lękiem.
Kołataniem serca.
Zmęczeniem, którego nie da się odespać.
Czasem to właśnie moment, w którym nasza psychika mówi:
„Już dłużej nie dam rady być wyłącznie silna.”
Najtrudniejsze jest pozwolić sobie czuć
Wiem, jak łatwo jest uciekać od własnych emocji.
Zająć się wszystkim wokół.
Pomagać innym.
Być potrzebną.
Bo wtedy nie trzeba na chwilę zatrzymać się przy sobie.
Ale prawda jest taka, że emocje nie znikają tylko dlatego, że je ignorujemy.
One zostają w ciele.
W napięciu.
W zmęczeniu.
W relacjach.
I często dopiero bezpieczna rozmowa, terapia, grupa wsparcia albo zwykłe bycie wysłuchaną pozwala człowiekowi pierwszy raz od dawna odetchnąć.
Nie musisz zasługiwać na miłość poprzez cierpienie
To zdanie bardzo mnie ostatnio porusza.
Bo wiele z nas nauczyło się, że wartość trzeba udowadniać: poświęceniem, zmęczeniem, byciem „dzielną”.
A przecież człowiek nie staje się bardziej wartościowy dlatego, że cierpi.
Masz prawo odpocząć, czegoś nie udźwignąć, potrzebować wsparcia.
I nadal jesteś wystarczająca.
Może właśnie od tego zaczyna się zdrowienie
Nie od wielkiej zmiany życia.
Nie oddzielonego „ogarnięcia siebie”.
Tylko od małych momentów, w których zagrażasz być wobec siebie surowej.
Od chwili, kiedy zamiast:
„Co ze jest nie tak?”
zaczynasz pytać:
„Co mnie tak bardzo zabolało?”
To zmienia wszystko.
Bo może nie jesteś „za wrażliwy”.
Może po prostu przez bardzo długi czas bycia za silna.
Jeśli ten tekst jest Ci bliski – zostań na chwilę.
Na moim blogu dwie przestrzenie dla kobiet, mam i opiekunek, które zabijają siebie z większą łagodnością.
